Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/112

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Wodzowie skoczyli, aby zająć się starym. Leżał z pękniętą czaszką i zapadłą klatką piersiową. Nie żył. Czerwoni wojownicy z dłońmi na rękojeści nożów rzucali chciwe krwi spojrzenia na Winnetou. Zdawało się, że czyn Apacza podnieci Utahów do wściekłości i gniewu; ale stało się inaczej. W grozie zachowali milczenie, zwłaszcza, że Wielki Wilk podniósł rękę, mówiąc:
— Precz! Apacz zabił Starego Wodza, aby umrzeć szybko i bez męki. Sądził, że zgładzicie go natychmiast. Ale się przerachował. Umrze śmiercią, jakiej jeszcze żaden człowiek nie poniósł. Naradzimy się nad tem. Teraz usuńcie zwłoki Starego Wodza i zawińcie je w koc, aby oczy białych psów nie cieszyły się widokiem trupa. Wszyscy oni zostaną zabici na jego grobie! Howgh! —
Jeńców odprowadzono na małą, otwartą polanę w lesie, gdzie płonęło jedno tylko ognisko. Związano im nogi i ułożono na ziemi. Dookoła stanęło pod drzewami sześciu uzbrojonych wojowników, aby strzec tego miejsca. Ucieczka wydawała się niepodobieństwem. —
Drzewo, na którem siedzieli Droll i Frank, stało w odległości może stu kroków od ogniska wodzów, tak, że mogli swobodnie zrozumieć znaczną część wypowiedzianych wyrazów. Teraz szło o odnalezienie miejsca, na które miano przenieść jeńców.
Właśnie w tej chwili, kiedy schodzili z drzewa, przyniesiono zdobytą broń oraz inne przedmioty i złożono przy wodzach. Przy ognisku płonącem na brzegu, siedzieli tylko dowódcy; musiała zajść więc jakaś przyczyna, która resztę wojowników pociągnęła na inne miejsce. I rzeczywiście; słychać było osobliwe dźwięki