Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/090

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ka, Davy’ego i Jemmy’ego, my czterej powinniśmy rozstrzygać o ich losie.
— Postąpcie, jak uważacie! — lord odwrócił się z niechęcią. — Ale, — cofnął się — idziemy w zakład?
— O co?
— O to, że te hultaje źle się wam odpłacą, jeśli z nimi postąpicie pobliżliwie.
— Nie zakładam się. —
Coraz wyraźniej skłaniano się do wniosku Old Shatterhanda, który przemawiał za jaką taką zgodą z czerwonymi; niedość byłoby jednak układać się z samym wodzem; podwładni jego musieli również słyszeć, co powie i co przyobieca, może natenczas ze względu na dobrą sławę nie złamie przyrzeczeń. — Utworzono więc szerokie koło, złożone ze wszystkich białych i czerwonych. Dwaj rafterzy musieli stanąć wgórze i wdole kenjonu na straży, aby natychmiast donieść o zbliżaniu się wroga. Wódz usiadł przed Winnetou i Old Shatterhandem, nie patrząc na nich, czy to ze wstydu, czy z zapamiętałego gniewu.
— Jak Wielki Wilk wyobraża sobie swój los? — zapytał Old Shatterhand w języku Utahów.
Wódz zbył pytanie milczeniem.
— Wódz Utahów boi się i dlatego nie odpowiada.
Czerwony podniósł wzrok, wbił go z wściekłością w twarz myśliwego i rzekł:
— Blada twarz jest kłamcą, jeśli twierdzi, że ja się boję.
— Więc odpowiadaj! A nie powinieneś mówić o kłamstwie, bo sam skłamałeś.
— Nieprawda!