Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/080

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


no ciągle wgórę wzdłuż rzeki, która w czasie wiosennych roztopów naderwała brzegi; wszędzie leżały oderwane kamienie i pnie, posuwano się więc naprzód bardzo powoli, zwłaszcza, że przez takie przeszkody trudno było przenosić lektykę młodej Ellen Butler.
Droga ku Kenjonowi Nocy prowadziła przez najwęższe miejsce Elk-mountains poprzez góry. — Tymczasem porzucono potok, aby ruszyć przez las dziewiczy. Grunt był zbutwiały i miękki, a ślady wciskały się głęboko. — Kilka razy zbliżano się tak do Apacza, że można go było dojrzeć; postawa jego okazywała zupełny spokój; wiedział, że Utahowie nie zwrócą tak prędko uwagi poza siebie.
Kiedy Old Firehand ruszył ze swymi ludźmi z nad jeziora, była godzina dziesiąta. Aż do pierwszej jechali prawie wyłącznie lasem, potem przez prerję, pokrytą zaroślami. Wreszcie dotarto znowu do lasu, ale nie na długo, bo już po kilku minutach dosięgnięto przeciwnego skraju. Tam zatrzymał się Apacz, czekając na towarzyszy.
Osobliwy widok ukazał się białym. Przebyli już obszar Elk-mountains; przed okiem ich rozciągała się Grand-river ze swemi kenjonami. Po stronie prawej, lewej i tam, gdzie jeźdźcy przystanęli, obniżały się ku sobie trzy ukośne, skaliste równiny. Pochyłość ich była tak stroma, powierzchnia tak gładka, że niepodobna było pozostać na siodle. Z obu stron, tam, gdzie owe olbrzymie tablice się stykały, płynęły wdół strumienie, nie dając jednak życia choćby nawet źdźbłu trawy. Wdole łączyły się oba potoki i znikały w szczelinie skalnej, która pozornie miała szerokość linji.