Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/052

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nie harmonizuje z długością nóg. Twarz miał prawdziwie małpią, lecz napróżno byłoby szukać na niej oznak przebiegłości, która cechuje ten ród zwierząt.
Hobble-Frank zbliżył się również, aby przyjrzeć się Jeleniowi.
— Co myślisz o nim? — zapytał Old Shatterhand.
— To istny „głupi Maciek“, który widząc tłuszcz, pływający na talerzu, nie może znaleźć rosołu. Co do nóg, to przewyższa mnie co najmniej trzykrotnie; ale co się tyczy głowy, to spodziewam się, że chyba mu nie ustępuję. Dowiedzmy się najpierw, na jakiej przestrzeni będziemy biegali, a może ja głową będę biegał lepiej i prędzej, niż on nogami.
Myśliwy zwrócił się więc znowu do wodza:
— Czy już jest postanowione, gdzie odbędzie się bieg?
— Tak. Chodź, to ci pokażę!
Old Shatterhand i Frank wyszli za Wielkim Wilkiem poza koło, utworzone przez Indjan; Skaczący Jeleń pozostał na miejscu. — Wódz wskazał ku południowi i rzekł:
— Czy widzisz to drzewo, które stoi w połowie drogi stąd do lasu?
— Tak.
— Do niego mają biec. Kto obejdzie je trzy razy i powróci pierwszy, ten będzie zwycięzcą.
Hobble-Frank zmierzył oczyma odległość, a także całą okolicę leżącą dalej na południe i odezwał się potem w języku angielskim, którym władał znacznie lepiej niż niemieckim:
— Ale spodziewam się, że obie strony zachowają się uczciwie!