Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/051

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Teraz Jemmy powstał i wdział zpowrotem odzież. Wielka Stopa zerwał się i przedarł przez koło czerwonoskórych, którzy nie byli pewni, czy mają mu okazać pogardę, czy też nie.
Wódz naturalnie pienił się z gniewu, że już dwaj jego najlepsi wojownicy zostali pokonani i to przez przeciwników, których, jak się zdawało, znacznie przewyższali. Teraz wzrok jego padł na Hobble-Franka i usposobienie natychmiast mu się poprawiło. Czyż można było pomyśleć, aby ten mały człowieczek prześcignął Skaczącego Jelenia? Tym razem przynajmniej zwycięstwo czerwonych było pewne. Przywoławszy więc Jelenia, przedstawił go Old Shatterhandowi i rzekł:
— Ten wojownik posiada szybkość wiatru; jeszcze żaden biegacz nie prześcignął go; czy nie poradzisz twemu towarzyszowi, aby się raczej bez walki poddał?
— Nie!
— Umarłby prędzej, bez ściągnięcia na siebie hańby.
— A czyż to nie największa hańba poddawać się bez walki? Czyż nie uważałeś także Czerwonej Ryby za niezwyciężonego i czy Wielka Stopa nie mówił, że swego przeciwnika, tę ropuchę, zdusi i zmiażdży w kilku minutach? Czy jesteś pewny, że Skaczący Jeleń będzie szczęśliwszy niż ci, którzy tak dumnie sobie poczynali, a tak cicho i skromnie skończyli i umknęli stąd?
— Uff! — zawołał Skaczący Jeleń. — Ja biegam z jeleniem w zawody!
Old Shatterhand przypatrzył mu się teraz dokładniej; tak, miał budowę dobrego biegacza i nogi jego z pewnością mogły bez zmęczenia nakrywać wielkie połacie prerji. Widać jednak było, że objętość jego mózgu