Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/043

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


się i wkrótce wyprzedził czerwonoskórego; na widok tego Indjanin jeszcze bardziej wytężył siły, zamiast zachować je dla pokonania późniejszych, a wymagających więcej trudu szkopułów. —
Davy zbliżał się do ujścia; prąd teraz coraz silniejszy omal nie pochwycił go i nie porwał z wyznaczonej linji poza jezioro. Davy walczył z wysiłkiem i pozostał znowu poza czerwonym. Była to chwila, od której wszystko zawisło.
Towarzysze stali na brzegu i przyglądali się mu z największem napięciem.
— Czerwonoskóry znowu go wyprzedza, — odezwał się Jemmy z obawą. — Przegra!
— Jeśli jeszcze posunie się tylko ze trzy łokcie dalej, to zmoże prąd i będzie uratowany, — odpowiedział Old Shatterhand.
— Tak, tak, — dodał Frank. — Widać, że to zrozumiał. Ależ pracuje rękami i nogami! Tak, dobrze! Idzie naprzód! Już przepłynął! Alleluja, wiwat, hurra!
Długiemu udało się zmóc opór prądu i wypłynąć na spokojną wodę; wkrótce pozostawił poza sobą prawy brzeg, podczas gdy czerwony jeszcze nie przebył lewego, i skręcił teraz wzdłuż krótszego ku ujściu potoku.
Widział to czerwonoskóry i pracował jak wściekły; ale każdy, nawet najmocniejszy ruch posuwał go naprzód zaledwie o łokieć, gdy tymczasem Davy płynął ze zdwojoną szybkością. Teraz dotarł do miejsca, gdzie wpływał potok, którego woda pochwyciła go i porwała ze sobą. Pozostała mu jeszcze tylko trzecia część drogi do przebycia, podczas gdy Indjanin nawet pierwszej