Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/011

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


moją strzelbę i wiecie, jak ona niesie, Jeśliby tylko kobiety poważyły się rozpocząć taniec na nowo, przemówią nasze karabiny i miejsce to zarumieni się krwią wiarołomnych, którzy nie baczą na świętą fajkę narady.
Wrażenie wywołał wielkie. Odwaga, z jaką sławny myśliwy wypowiedział swe groźby wobec tak wielkiej liczby przeciwników, przypadła do smaku czerwonym. Kobiety i dziewczęta cofnęły się, nie czekając rozkazu, mężczyźni zaś poczęli półgłosem snuć uwagi; najwyraźniej słychać było „Old Shatterhand“, „strzelba śmierci“. Kilku czerwonych, ozdobionych piórami, zagadnęło Wielkiego Wilka; zaczem ów zbliżył się do myśliwych i odezwał w języku Utahów, którego użył także Old Shatterhand:
— Wódz Yamba-Utahów szanuje kalumet narady i pamięta, co przyrzekł. Jutro, skoro dzień nastanie, rozstrzygnie się los czterech bladych twarzy, a do tego czasu pozostaną oni w namiocie, który im teraz wskażę. Tamci dwaj jednak są mordercami i ich moja obietnica zupełnie nie dotyczy; umrą tak, jak żyli, — ociekając krwią. Howgh! Czy Old Shatterhand zgadza się na moje słowa?
— Tak! — odpowiedział zapytany. — Jednak żądam, aby nasze konie pozostały wpobliżu namiotu.
— I na to pozwolę, chociaż nie widzę powodu, dla którego Old Shatterhand wypowiada takie życzenie. Czy myśli może, że będzie mógł uciec? Ja mu powiadam, że jego namiot będzie otoczony kilkakrotnym pierścieniem wojowników tak, iż nawet mysz się nie wymknie.
— Przyrzekłem, że zaczekam na wynik waszej narady; nie potrzebujesz więc stawiać przy nas żadnych