Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 02.djvu/192

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wi odpowiedzieć ironicznie, ale Old Shatterhand skinął na niego i rzekł:
— Frank mię dobrze zrozumiał. Wyrzekłem się oporu, ale nie podstępu. Jednakże byłoby mi miło, gdybym nie był zmuszony do tak wykrętnego tłumaczenia swego przyrzeczenia. Spodziewam się, że będziemy mieć pod ręką jeszcze inne i uczciwsze środki. Teraz jednak mamy przedewszystkiem z chwilą obecną do czynienia.
— A przedewszystkiem idzie o to, — wtrącił Davy, — czy możemy ufać czerwonoskórym. — Wielki Wilk dotrzyma słowa?
— Z wszelką pewnością. Jeszcze nigdy wódz nie złamał przysięgi, którą stwierdził zapaleniem kalumetu. Aż do narady możemy się śmiało z zamkniętemi oczyma powierzyć Utahom. No, schodźmy i wsiadajmy na konie. Czerwoni gotują się już do wyruszenia. —
Knoxa i Hiltona Indjanie przywiązali do koni; pierwszy z nich, który znajdował się jeszcze w głębokiem omdleniu, leżał na grzbiecie wierzchowca z rękami przeciągniętemi dookoła jego szyi. — Utahowie zniknęli jeden za drugim na wąskiej ścieżce; wódz jechał ostatni, czekając na białych, aby się do nich przyłączyć. Było to pomyślnym znakiem, bo myśliwi przypuszczali, że czerwoni wezmą ich w środek i będą strzec bardzo surowo. —

KONIEC CZĘŚCI DRUGIEJ.