Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 02.djvu/167

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Tak. Domyśliliście się tego?
— Naturalnie! Jesteście znani szeroko i daleko, a gdzie znajduje się gruby Jemmy, tam nie potrzeba długo szukać Davy’ego. A ten mały master, tu po waszej lewej ręce?
— Tego nazywamy Hobble-Frankiem; słynne chłopisko; poznacie go jeszcze.
Frank obrzucił mówcę gorącem i wdzięcznem spojrzeniem, a ten ciągnął dalej:
— Ostatnie nazwisko, które wam wymienię, jest w każdym razie jeszcze bardziej znane, niż moje. Myślę bowiem, że słyszeliście o Old Shatterhandzie?
— Old Shatterhand? — zawołał z wielką radością, zaskoczony tem Knox. — Rzeczywiście? Czy to prawda, sir? Wy jesteście Old Shatterhand? — Pozwólcie mi powiedzieć sobie, że bardzo się cieszę, mogąc was poznać!
Po tych słowach wyciągnął ku myśliwemu rękę i rzucił na Hiltona spojrzenie, którem chciał mu powiedzieć:
— Ty! Ciesz się, bo teraz jesteśmy bezpieczni!
Old Shatterhand udał jednak, że nie spostrzega podawanej mu ręki, i odparł zimno:
— Czy naprawdę się cieszycie? Szkoda więc, że nie mogę podzielać waszej radości.
— Dlaczego nie, sir?
— Bo jesteście ludźmi, którzy wogóle nie mogą sprawić radości.
— Jak to rozumiecie? — zapytał Knox, zupełnie zmieszany tą otwartością. — Przypuszczam, że żartujecie?
— Mówię poważnie. Jesteście obaj krętaczami, a mo-