Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 02.djvu/157

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


to, że nie posiada dostatecznie sprytu i wiadomości, aby zostać generałem albo profesorem astronomji. — Good bye, sir!
Zawrócił konia i odjechał z towarzyszami, którzy za nim poszli, nie rzuciwszy już nawet okiem na żołnierzy. — Uniesiony gniewem rzucił Shatterhand te ostatnie i, jak zresztą sam wiedział, daremne słowa; tem bardziej milczał teraz, gdy rozmyślał nad tem, że niemasz słów ani czynów, aby przekonać „brata Jonatana“[1], gdy przypisuje sobie większe prawa do życia, niż Indjanin, którego pędzą z miejsca na miejsce, szczują jak zwierza, aż — osaczony zewsząd — nawet śmiercią swoją nie wzbudzi litości. —
Minęło pół godziny; wreszcie Old Shatterhand otrząsnął się z zadumy, aby zwrócić baczniejszą uwagę na widnokrąg, który przybrał teraz kształt ciemnej, coraz więcej rozszerzającej się pręgi.
— Tam jest las, o którym mówiłem. Ostrogi w wierzchowce, a po pięciu minutach będziemy na miejscu.
Puszczono konie galopem i wkrótce jeźdźcy dotarli do wysokiego i gęstego lasu świerkowego, którego skraj zdawał się tak gęsto zarosły, że nie było mowy o przebyciu go konno. Ale Old Shatterhand wnet znalazł radę. W obranem miejscu, wparłszy konia w wąskie podszycie, znalazł się na tak zwanej ścieżce indjańskiej, szerokości może trzech stóp, którą wydeptali zachodzący tu czasem Indjanie. Westman przedewszystkiem zsiadł z konia, aby poszukać na niej nowych śladów; kiedy ich jednak nie znalazł, dosiadł zpowrotem wierzchowca i wezwał towarzyszy, aby szli za nim.

Tu w tym tajemniczym lesie dziewiczym nie zawiał najlżejszy wiaterek, a poza stąpaniem koni żaden

  1. Żart. — Amerykanin Stanów Zjednoczonych.