Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 02.djvu/155

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


zaszczyt, gdyby się wam spodobało być naszym gościem.
— Dokąd mamy jechać?
— Do fortu Mormon, dokąd i my się udajemy.
— Niestety, nie możemy przyjąć waszego zaproszenia, bo musimy jechać w kierunku przeciwnym, aby spotkać się o oznaczonym czasie z przyjaciółmi.
— Czy mogę zapytać, dokąd jedziecie, sir?
— Najpierw ku Elk-mountains; stamtąd zaś ku Book-mountains.
— To muszę was ostrzec przed Utahami, którzy przed niedawnym czasem wykopali topór wojenny; dlatego jeździmy ustawicznie jako patrol od fortu Mormon do Indjan-fort. Mianowicie jakaś banda białych poszukiwaczy złota napadła na obóz Utahów, aby im konie zrabować; było to podczas nocy; Utahowie jednak obudzili się i zaczęli bronić, lecz znacznie lepiej uzbrojeni biali wielu z nich położyli trupem i uszli z końmi. Rano czerwoni puścili się za nimi w pogoń. Rabusie zostali doścignięci; wywiązała się walka, która znowu wylała sporo krwi. Miało przytem paść około sześćdziesięciu Indjan, ale też tylko sześciu białych zdołało ujść. Teraz Utahowie krążą po okolicy, chcąc znaleźć tych sześciu, a zarazem wysłali poselstwo do fortu Union z żądaniem odszkodowania: za każdego konia żądają wzamian innego, za utraconą własność razem tysiąc dolarów, a za każdego zabitego Indjanina po dwa konie i karabin.
— Wcale niedrogo, mojem zdaniem. Czy zgodzono się na te żądania?
— Nie. Biali nie mają zamiaru przyznawać czerwonym prawa do jakichkolwiek żądań. Poselstwo wróciło