Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 02.djvu/150

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ki polnej myszki. Na głowie miał gigantyczny kapelusz panama, a z pod futra wyglądały dwa olbrzymie buty z cholewami do podnoszenia. Ponieważ dłońmi nie sięgał wylotu rękawów, więc z całej postaci tego człowieka widać było właściwie tylko tłustą, czerwoną, poczciwą, a zarazem chytrą twarz. Uzbrojony był w długą strzelbę. Futro nie pozwalało dostrzec, czy miał przy sobie jeszcze jaką inną broń.
Ci dwaj ludzie byli to Dawid Kroners i Jakób Pfefferkorn, znani jako „długi Davy“ i „gruby Jemmy“, niemal tak nierozłączni, jak bracia sjamscy. Jemmy był Niemcem, Davy jankesem; jednak w ciągu tych wielu lat, które razem spędzili, nauczył się od towarzysza tyle po niemiecku, że mógł się w tym języku gładko wysłowić. —
Chociaż zaledwie minęło południe, to jednak, jak świadczył kurz, okrywający konie, jeźdźcy musieli już dziś odbyć znaczną drogę, i to nietylko po miękkiej trawie. Aliści ani zwierzęta, ani też oni nie okazywali znużenia. Jeśli nawet czuli się zmęczeni, to można było o tem wnosić dopiero z milczenia, w jakiem jechali.
Pierwszy milczenie to przerwał Hobble-Frank, zwracając się do Old Shatterhanda w rodzinnym dialekcie.
— A więc nad Elk-fork mamy dziś nocować? Jak właściwie daleko tam jeszcze?
— Do wody tej dostaniemy się pod wieczór.
— Dopiero pod wieczór? O laboga! Któż to wytrzyma? Siedzimy na siodle już od wczesnego rana. Musimy się przecież zatrzymać, aby przynajmniej koniom pozwolić odetchnąć! Czy nie?
— Naturalnie. Zaczekajmy jednak, aż przebędziemy prerję; dalej ciągnie się przez pewną przestrzeń las,