Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 02.djvu/126

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


uważać nie za sprzymierzeńca, lecz za trampa. Czy możecie się wylegitymować?
— Nie plećcie dub smalonych! — odpowiedział grubas tonem poważnym, chowając nóż za pas. — Siedzimy tam z drugiej strony za tunelem. Właśnie przez to, że przeszedłem przez most naprzeciw was, dowiodłem, że wiem o waszem przyjściu i że nie należę do trampów.
— No, więc jedźmy.
Pociąg przebywszy most, wjechał do tunelu tak, aby dwa ostatnie wagony pozostały nazewnątrz. Robotnicy wysypali zawartość jednego wozu. Potem pociąg ruszył dalej i zatrzymał się w polu po drugej stronie tunelu, a pełny jeszcze wagon stanął u wylotu i można go było zkoiei opróżnić. Robotnicy zeskoczyli na ziemię, ażeby przed i za tunelem ułożyć z węgli i drzewa stos, któryby można było łatwo zapalić. Kierownik ujechał nieco, zatrzymał lokomotywę i sam zawrócił.
Podejrzliwość jego zniknęła, bo to, co widział, musiało go przekonać, że znajduje się wśród przyjaciół. Tunel był przebity przez wysoką skałę, poza którą płonął ogień, niewidoczny jednak w dolinie rzeki, gdzie obozowali trampi. Dookoła ogniska rozłożyli się rafterzy i ci wszyscy, którzy przybyli do Eagle-tail z Old Firehandem. Po prawej i lewej stronie ogniska znajdowały się dwa pnie rozwidlone u góry; zatknięte tam długie i mocne żerdzie dźwigały potężne kawały mięsa bawolego.
Robotników zaproszono na pieczeń bawolą „à la prairie“ i wkrótce wszyscy siedzieli przy obfitej wieczerzy. Naturalnie przy ogniu niewielu tylko znalazło miejsce; rafterzy, uważając się za gospodarzy, usługiwali ro-