Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 02.djvu/125

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

nabrali podejrzeń, gdybyśmy wyruszyli później. — Czy są tu ludzie tego słynnego master?
— Tak; tylko nie pierzchajcie z przerażenia; są to sami wujowie, a ja jestem jedyną wśród nich ciotką.
— Ani mi w głowie obawiać się was, miss czy mistress[1]. Gdzie są trampi?
— Odeszli; wyruszyli już przed trzema kwadransami.
— Możemy więc wyładować węgle i drzewo?
— Tak. Zbierzcie naszych ludzi, a ja wsiądę do was, aby dać potrzebne wskazówki.
— Wy? Dawać wskazówki? Chyba was nie zrobiono generałem tej armji?
— Owszem, jestem nim, jeśli łaskawie pozwolicie na to. A teraz puśćcie swego konia przez most stępa, i zatrzymajcie go dokładnie tak, żeby wagony z węglem stanęły tuż przy wejściu do tunelu.
Droll wdrapał się na lokomotywę. Robotnicy, którzy przy zatrzymaniu się pociągu opuścili wagony, musieli znowu do nich powrócić. Nadzorca spojrzał jeszcze raz na grubasa wzrokiem, po którym widać było, że nie łatwo mu poddać się zarządzeniom tej wątpliwej ciotki.
— No, jak tam? — zapytał Droll.
— Czy jesteście rzeczywiście tym człowiekiem, którego mam słuchać?
— Tak jest! A jeśli nie uczynicie tego w tej chwili, to wam w tem pomogę. Nie mam ochoty tkwić na tym moście do końca świata.
Wyciągnąwszy nóż, skierował jego ostrze w brzuch Watsona.

— Do pioruna! A to z was prędka i zjadliwa ciotka! Ale właśnie dlatego, że pokazujecie mi nóż, muszę was

  1. Panna czy pani.