Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 02.djvu/120

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Co to za skarby? Pieniądze?
— Nie jestem archeologiem, nie mogę więc powiedzieć; czy te stare ludy używały pieniędzy. Woodward mówił, że lud był pogański i że posiadał ogromne świątynie, w których znajdowały się posągi bogów od stóp do głów ze złota i srebra, a także niezliczone naczynia z tego samego kruszcu. Te skarby leżą w Srebrnem Jeziorze, które stąd właśnie wzięło swą nazwę.
— Tak? A gdzież leży to Srebrne Jezioro?
— Nie wiem. Kornel powie to naturalnie dopiero wtedy, gdy się zdecyduje, kogo ze sobą weźmie. Jest to rzecz zupełnie zrozumiała, że przedtem nie chce rozgłaszać swych zamiarów.
— Naturalnie! Ale w każdym razie sprawa jest niebezpieczna.
— Dlaczego?
— Z powodu Indjan.
— Pshaw! Mieszka tam tylko dwóch czerwonych, wnuk i prawnuk owego Indjanina, od którego pochodzi rysunek. Tych można przecież sprzątnąć dwoma strzałami.
— Jeśli tak, to świetnie. — Najpierw jednak powinniśmy, mojem zdaniem, zwrócić całą uwagę na nasze dzisiejsze przedsięwzięcie. Czy sądzisz, że się uda?
— Naturalnie! Popatrz tylko, jaki spokój panuje w całej osadzie. Żaden człowiek tam nie ma pojęcia o naszej obecności i zamiarze; a dwaj najlepsi i najchytrzejsi z naszych ludzi są już tutaj, aby nam grunt przygotować. Któżby mógł myśleć o zawodzie! — Pociąg zatrzymuje się tutaj na pięć minut i jedzie dalej, a o godzinę drogi stąd będzie płonąć nasze ognisko. Tam nasi dwaj