Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 02.djvu/086

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


stu żołnierzy.
— Odwaga godna pochwały, sir; ale podstęp zawsze lepszy, niż przemoc. Jeślibym mógł nieprzyjaciela podstępem unieszkodliwić, dlaczego miałbym poświęcać życie tylu ludzi?
— O jakim podstępie myślicie, sir? Chętnie uczynię, co mi poradzicie. Wy jesteście zupełnie innym człowiekiem, niż ja, i gdybyście się zgodzili, jestem gotów natychmiast oddać wam dowództwo nad osadą i moimi ludźmi.
— Nie tak prędko, sir! Przedewszystkiem trampi nie powinni się domyślać, że zostaliście ostrzeżeni. Nie powinni wiedzieć o naszym pobycie tutaj. Czy macie jaką kryjówkę dla koni?
— Te mogę zaraz ukryć, sir. Szczęściem przybyliście tak wcześnie, że robotnicy was nie widzieli, bo szpiedzy mogliby się od nich o tem dowiedzieć. Mój murzyn, który jest chłopcem wiernym, zaraz ukryje konie i będzie miał o nie staranie.
— Dobrze, wydajcie mu odpowiedni rozkaz! A wy sami musicie wziąć na siebie tego master Hartleya. Użyczcie mu jakiego łóżka, aby się mógł położyć. Ale nikt nie powinien wiedzieć o jego obecności tutaj, nikt oprócz nas, murzyna i lekarza; lekarz chyba tu jest?
— Tak. Zaraz każę go zawołać.
Inżynier oddalił się z jankesem, który poszedł za nim bardzo chętnie, bo czuł się teraz znużonym. Kiedy po pewnym czasie powrócił, oznajmiając, że już zajęto się zarówno rannym, jak i końmi, rzekł Old Firehand:
— Chciałem uniknąć wszelkich narad w obecności tego szarlatana, bo mu nie dowierzam. W jego opowia-