Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 02.djvu/085

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

wczorajsze przeżycia, a potem Old Firehand przedstawił im, jak mógł najzwięźlej, swoje spotkanie z rudym kornelem na steamerze, u rafterów, a wreszcie na farmie Butlera. Teraz kazał sobie opisać herszta owych trzech drabów, tego, który zastrzelił pisarza. Kiedy jankesowi udało się możliwie wiernie opisać wygląd mordercy, odezwał się myśliwy:
— Założę się, że to był kornel. Włosy ufarbował sobie na ciemno. Prawdopodobnie wpadnie mi wreszcie w ręce!
— Wtedy zapłaci za wszystkie łajdactwa, — irytował się inżynier. — Przeszło dwustu trampów! Tożby dopiero było morderstw, pożogi i spustoszenia! Messurs, jesteście naszymi zbawcami i nie wiem, jak mam wam podziękować! Ten kornel musiał się w jakiś sposób dowiedzieć, że otrzymuję pieniądze dla całej linji, które potem rozdzielam do wypłaty między kolegów. Teraz, kiedy zostałem ostrzeżony, może przyjść ze swymi trampami! Będziemy czekać z bronią w ręku!
— Nie bądźcie zanadto pewni swego bezpieczeństwa, — ostrzegał Old Firehand. — Dwustu gotowych na wszystko drabów także coś znaczy!
— A niech będzie! Lecz ja mogę w przeciągu kilku godzin mieć tysiąc robotników kolejowych.
— Czy jednak dobrze uzbrojonych?
— Każdy ma jakąś broń. Z braku innej zastąpią ją noże, rydle i łopaty.
— Rydle i łopaty przeciw dwustu strzelbom? Toby sprowadziło taki rozlew krwi, że nie chciałbym za to odpowiadać.
— No, to z fortu Wallace przyślą mi chętnie około