Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 02.djvu/069

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


bardzo prosty sposób uniknięcia tej ofiary.
— Tak? Jakiż to? — zapytał Heller.
— Idźcie dalej w imię Boże, a ja wrócę na farmę, z której wyszedłem, zanim się z wami spotkałem.
— Na to nie mogę się zgodzić; to zbyt daleko.
— Wcale nie. Szedłem najpierw w kierunku Zachodnim, a potem z wami wprost na północ, a więc pod kątem prostym; jeśli go teraz przetnę, to będę miał niecałe trzy godziny drogi, a tyle wytrzymam z pewnością.
— Tak myślicie? No, dobrze; ale ja pójdę z wami. Przyrzekłem, że was nie opuszczę.
— Muszę was zwolnić z przyrzeczenia. Żona bowiem farmera, do którego się udaję, jak mi opowiadała, jest siostrą szeryfa z Kinsley. Gdyby was stamtąd ścigano, to idę o zakład, że szeryf pośle przedewszystkiem jej ostrzeżenie. Wpadlibyście im poprostu w ręce.
— Ha! w takim razie nie pójdę! — zawołał Heller przerażony. — Czy rzeczywiście chcecie się tam udać?
— Tak. To będzie najlepsze dla mnie, a również i dla was.
Szarlatan począł Hellerowi przedstawiać korzyści tego postanowienia w sposób tak oczywisty i natarczywy, że biedny pisarzyna zgodził się wreszcie na rozstanie. Hartley odebrał od niego skrzynkę, uścisnęli sobie ręce, życząc szczęśliwej drogi, i rozstali się wreszcie. Heller poszedł dalej w stronę otwartej prerji. Hartley patrząc za nim, mówił do siebie:
— Żal mi tego biedaka; ale nie może być inaczej. Gdyby pozostał przy mie, toby i tak zginął, a ja musiałbym umrzeć razem z nim. Ale teraz najwyższy czas w drogę. Kiedy go dopędzą i zapytają o mnie, to im