Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 02.djvu/047

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


żniwo! Mimo to liczba zbiegłych, była tak znaczna, że z ucieczki ich można było jedynie się cieszyć. —
Ellen Butler wyprowadzono naturalnie zaraz z kryjówki. Młode dziewczę nie okazywało strachu; wogóle od chwili dostania się do niewoli zachowywało się nad podziw spokojnie i roztropnie. —
Ponieważ powrotu trampów już się nie obawiano, więc resztę nocy można było poświęcić, przynajmniej jeśli idzie o Indjan, radości z odniesionego zwycięstwa. Otrzymawszy dwa woły, ubili je, pokrajali, i wkrótce rozszedł się z nad ognisk silny zapach pieczonego mięsa. Następnie rozdzielono łupy. Broń zabitych i wszystko, co znaleziono przy nich, pozostawiono czerwonym. Dopiero kiedy dzień nastał, ustała wrzawa i zamilkły objawy radości. Czerwoni okryli się kocami, aby nareszcie zasnąć.
Inaczej zachowali się rafterzy. Szczęściem żaden z nich nie padł: kilku tylko odniosło lekkie rany. Old Firehand zamierzał z brzaskiem dnia ruszyć śladami trampów, aby się dowiedzieć, dokąd się zwrócą. Dlatego położyli się spać, aby oznaczona godzina znalazła ich pokrzepionych i wypoczętych. Rano przekonali się, że ślady prowadzą zpowrotem ku Osage-nook, i poszli tam za nimi; kiedy jednak tam przybyto, miejsce było już puste. Old Firehand zbadał je dokładnie i przekonał się, że tymczasem nadeszły nowe gromady trampów; zbiegowie, połączywszy się z nimi, odjechali bez zwłoki w kierunku północnym, nie przeczuwając, że Old Firehand zna dokładnie cel, do którego teraz zdążali. —