Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 02.djvu/013

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


jest zamknięty zasiekami; zatrzymali więc się, aby zbadać to miejsce. Teraz nadszedł dla Old Firehanda czas działania. Kiedy skierował się ku bramie, właśnie znowu jeden ze szpiegów stał przy otworze i wyglądał ku swym towarzyszom. Spostrzegłszy, że go na tem przydybano, przeraził się i cofnął szybko.
— Co tu robisz? Co masz do roboty przy strzelnicy? — zapytał go Old Firehand ostro.
Zapytany spojrzał z zakłopotaniem na olbrzyma i odpowiedział:
— Ja — — ja chciałem — ja chciałem zobaczyć, dokąd się teraz mamy udać.
— Nie kłam! Drogę swoją znacie dobrze. Prowadzi nad rzekę do ludzi, którzy się tam znajdują.
— O jakich ludziach mówicie, sir? — zapytał drab z udanem ździwieniem. — Nie zauważyłem nikogo.
— Nie zadawaj sobie trudu udawania; to zbyteczne. Należycie do trampów z Osage-nook, którzy chcą na nas napaść, i zostaliście przez nich wysłani, aby otworzyć im od wewnątrz bramę. Stąd też usiedliście tak blisko niej.
— Sir! — wrzasnął drab, sięgając do kieszeni.
Ale Old Firehand chwycił w tej chwili rewolwer i odezwał się groźnie:
— Pozostaw w spokoju ukrytą broń! Skoro ją tylko ujrzę, pociągnę za kurek. Wasze przybycie tutaj było zuchwalstwem; mógłbym was kazać ująć i pociągnąć do odpowiedzialności, ale jesteście tak mało niebezpieczni, że pozwolę wam odejść. Wynoście się i powiedzcie tej hołocie, że każdemu, kto przejdzie przez rzekę, wpakuję kulę w łeb. Teraz skończyliśmy ze sobą. Zabierajcie