Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 01.djvu/193

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Nieba! gdzież jestem! Woe to me![1] Na powale! Zdejmcie mnie! zdejmcie mnie, bo kark skręcę!
— Powiedzcie przedtem, kto wygrał?
— Wy, naturalnie, że wy!
— A druga część zakładu?
— Daruję wam. Zdejmcie mię teraz! Prędko, prędko!
Droll wszedł znowu na stół, pochwycił Anglika wpół, podniósł go wyżej tak, że rzemień zesunął się z haka, i spuścił, najpierw na stół, a potem na ziemię. Zeskoczywszy za nim, położył mu rękę na ramieniu:
— No, sir, jak się wam podoba „ciotka“?
— Much, how much, too much — bardzo, jak bardzo, nadzwyczajnie! — odpowiedział zapytany prędko.
— Więc do worka z temi staremi papierami! — Potem, schowawszy banknoty i nuggety do worka, ciągnął dalej z uśmiechem: — proszę was, mylordzie, jeślibyście mieli jeszcze kiedy ochotę zakładać się, to zwróćcie się spokojnie do mnie! Ja wam zawsze dotrzymam placu.
Lord, usiadłszy, począł dotykać rąk, nóg i bioder, aby się przekonać, czy jakaś śruba się nie rozluźniła; lecz, że wszystko było w porządku, uśmiechnął się:
— Śliczny zakład! Przecież to wspaniali ludzie, ci westmani! Należy tylko odpowiednio się z nimi obchodzić!
— No, sir, ja obszedłem się z wami wręcz przeciwnie!
— Także prawda! Jesteście dzielnym chłopcem, ciotko! Bardzo mi się podobacie. Słuchajcie! Pochodzicie z Europy; czem był wasz ojciec i dlaczego przybyliście do Stanów Zjednoczonych?
Mój ojciec nie był lordem, ale czemś o wiele, wiele większym.

Pshaw! To niemożliwe!

  1. Biada mi!