Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 01.djvu/155

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


białego; złodzieji, morderców i gwałcicieli jednak, niech pożre mój tomahawk!
— Czy spotkałeś się z tak złymi ludźmi? — Dowiadywał się Humply.
— Tak! Niech moi bracia trzymają swe strzelby w pogotowiu, bo ci, którzy mię tropią, mogą tu zjawić się każdej chwili, chociaż ich dotąd dojrzeć nie mogłem. Oni jadą konno, a ja musiałem iść pieszo, ale nogi „Dobrego Słońca“ są tak szybkie i wytrwałe, jak nogi jelenia, którego żaden koń nie dopędzi. Zrobiłem w ucieczce wiele łuków i zakrętów, a także wracałem często zpowrotem. Oni dybią na moje życie.
— Czy jest ich wielu?
— Tak, jest wielu, wielu ludzi, kilkuset złych mężów, których blade twarze nazywają trampami.
— Trampi? Skąd ci tu się wzięli i czego chcą w tej ustronnej okolicy? Gdzie się znajdują?
— W tym kącie lasu, który nazywa się Osage-nook, a jak my mówimy „narożnik mordu“, ponieważ łam zamordowano podstępnie naszego najsławniejszego wodza wraz z jego dzielnymi wojownikami. Każdego roku, kiedy księżyc wypełni się po raz trzynasty, odwiedza kilku wysłańców naszego szczepu to miejsce, aby przy grobach zabitych bohaterów odprawić taniec śmierci. Tak samo i w tym roku ja z dwunastu wojownikami opuściliśmy nasze pastwiska, aby udać się do Osage-nook. Przybyliśmy tam przedwczoraj i rozbiliśmy obóz przy grobach, a dziś mieliśmy rozpocząć święte obrzędy. Wystawiłem dwie straże, lecz białym mężom udało się niepostrzeżenie podkraść w nasze pobliże. Widzieli zapewne ślady, pozostawione przez nasze sto-