Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 01.djvu/139

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— To widzę, mój staruszku! A dokąd zamierzacie?
— Tam! — odrzekł zapytany, wskazując ręką przed siebie.
— Jesteście rzeczywiście niezrównanym chłopcem! — śmiał się pytający, którego ciągle jeszcze widać nie było. — Ponieważ jednak znajdujecie się teraz na tej przeklętej prerji, więc sądzę, że znacie jej zwyczaje. Włóczy się tu tyle podejrzanej hołoty, że człowiek uczciwy jest zmuszony każde spotkanie brać nieco poważniej. Zpowrotem możecie jechać w imię Boże, jeśli macie ochotę; gdybyście jednak zamierzali jechać dalej, jak wszystko na to wskazuje, to musicie nam dać odpowiedź i to prawdziwą. A więc gadajcie! Skąd jedziecie?
— Z zamku Castlepool, — odpowiedział zapytany tonem ucznia, bojącego się surowego oblicza nauczyciela.
— Nie znam go! Gdzie to miejsce można znaleźć?
— Na mapie Szkocji, — objaśnił posłusznie jeździec, a twarz jego przybrała wyraz bardziej głupi niż dotąd.
— Niech Bóg się zlituje nad waszym rozumem, Sir! Co mnie obchodzi Szkocja! — A dokąd jedziecie?
— Do Kalkutty.
— Także mi nieznana. Gdzie leży ta piękna miejscowość?
— W Indjach wschodnich.
— Lack-a-day! Czy chcecie się tego słonecznego popołudnia dostać konno ze Szkocji przez Stany Zjednoczone do Indij wchodnich?
— Dziś niekoniecznie!
— Tak? No, toby nie było tak łatwem! Jesteście więc Englishman?