Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 01.djvu/105

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


do wody i dalej w drogę, zanim rafterzy przyjdą!
W czasie przesłuchania trzymało starego Missouryjczyka kilku ludzi. Teraz miano mu najpierw zawiązać usta. Blenter bronił się, dobywając sił wszelkich, i mimo, że wiedział, iż Indjanin nie mógł jeszcze dotrzeć do rafterów, a więc na pomoc niema co liczyć, — wołał o pomoc, a krzyk jego rozchodził się daleko wśród nocy.
— All lightnings! — Do wszystkich djabłów! — złościł się rudy. — Nie pozwólcież mu krzyczeć! Jeśli mu nie dacie rady, to go sam uspokoję! Uważajcie!
Chwycił za karabin i zamierzył się, aby zadać starcowi cios w głowę. W tej chwili z gęstwiny wysunął się olbrzymi cień, a potężny cios spadł na kornela i rozciągnął go na ziemi... —
Na krótko przed wieczorem czterech konnych jechało w górę rzeki śladami trampów. Byli to Old Firehand, Czarny Tom i „ciotka“ Droll ze swym chłopcem. Ślad prowadził popod drzewa, a choć był wyraźny, jednak trudno było oznaczyć, kiedy go zrobiono. Dopiero, gdy, ślad zawrócił ku polanie pokrytej trawą, Old Firehand zsiadł z konia, aby go zbadać, bo źdźbła trawy dawały lepsze wskazówki, niż niski mech w lesie. Przypatrzywszy się dobrze, rzekł Old Firehand:
— Te draby są o milę przed nami, bo ślady pochodzą z przed pół godziny; musimy popędzić konie.
— Dlaczego? — zapytał Tom.
— Aby jeszcze przed nocą tak się zbliżyć do trampów, żeby dowiedzieć się, gdzie mają obóz.
— Nie będzie to niebezpieczne? Rozbiją obóz w każdym razie, zanim się ściemni, i musimy się przygotować na to, że wpadniemy im w ręce.