Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 01.djvu/052

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


są, tego nie mogłem się dowiedzieć. I teraz chciał się udać do nich, ale zatrzymuje go zemsta, jaką chce wywrzeć na kornelu.
— Czy mówił o tem?
— Tak; nie spocznie prędzej, aż jej dokona. Kornel w moich oczach jest człowiekiem straconym.
— To i ja mówiłem — powiedział Old Firehand. — O ile znam Indjan, ścierpiał Niedźwiedź uderzenie nie z tchórzostwa!
— Tak? — zapytał Droll, spoglądając badawczo na olbrzyma. — Wy poznaliście także idsmenów, jeśli to potrzebne? Nie wyglądacie mi na to, chociaż wydajecie się prawdziwym goliatem. Myślę, że nadajecie się więcej do salonu niż na prerię.
— O biada, ciotko! — zaśmiał się Tom. — Tożto dopiero paskudnie spudłowaliście! Zgadnijcie, kim jest ten sir?
— Ani mi to w głowie! Bądźcie raczej tak dobrzy i powiedzcie mi sami.
— Nie; tak łatwo wam to nie pójdzie, ciotko! Ten sir należy do naszych najsławniejszych westmanów.
— Tak? Nie do sławnych, tylko do najsławniejszych?
— Tak!
— Tego gatunku ludzi jest mojem zdaniem tylko dwu. — Tu zrobił pauzę, przymknął jedno oko, a drugiem mrugnął ku Old Firehandowi, zaśmiał się krótko, co zabrzmiało, jakby „hi, hi, hi!“ wydobyte na klarnecie, a potem mówił dalej: — Tymi dwoma są mianowicie Old Shatterhand i Old Firehand. Ponieważ pierwszego znam, jeśli to potrzebne, przeto ten sir nie może być nikim innym, jak tylko Old Firehandem. Zgadłem?