Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 01.djvu/018

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


prawie nie można było jej poznać. Zdawało się, że urósł; oczy mu zabłysły, a przez rysy przebiegł nagle żywy płomień. Lecz równie prędko opadły jego powieki i postać skurczyła się, a twarz przybrała poprzedni wyraz pokory.
— No, cóż na to odpowiesz? — zapytał kornel szyderczo.
— Nintropan — hauey dziękować.
— Czy policzek tak ci przypadł do smaku, że mi za niego dziękujesz? Dobrze, masz jeszcze jeden!
Zamierzył się, lecz ponieważ Indjanin błyskawicznie pochylił głowę, uderzył ręką o pakę, o którą Indsman się opierał; ta wydała głośny, pusty dźwięk. Nagle w środku jednak dało się słyszeć krótkie, ostre mruczenie i parskanie, które prędko przeszło w dziki i straszliwy krzyk, po którym nastąpił tak ogłuszający ryk, iż zdawało się, ze okręt drży od tych przeraźliwych dźwięków.
Kornel odskoczył o kilka kroków, wypuścił szklankę i krzyknął przerażony:
— Heavens! Co to? Co za bestja tkwi w tej pace? Ze strachu można umrzeć!
Strach ogarnął także i innych podróżnych i tylko czterech z nich ani nie mrugnęło powieką: czarnobrody, siedzący teraz zupełnie na przodzie przy bugu, ów olbrzymi pan, którego Brinkley chciał zaprosić do trzeciego drinku, i obaj Indjanie. Te cztery osoby musiały mieć wielką moc panowania nad sobą, osiągniętą długiem ćwiczeniem
Ryk usłyszano także w kajutach i wiele pań zjawiło się na pokładzie wśród strasznego krzyku.