Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 01.djvu/014

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


między karłami. A wreszcie z tym czerwonym Indjaninem, który przyszedł na pokład ze synkiem. A może się go boisz?
Odpowiedzią był ogólny śmiech, a kornel odparł pogardliwym tonem:
— Ja boję się tego czerwonego błazna? Pshaw! A może także tego olbrzyma, przeciw któremu mię podszczuwasz? All devils! ten człowiek musi być silny! Ale właśnie tacy giganci mają zwykle najmniej odwagi, a ten jest tak dobrze i pięknie ubrany, że z pewnością umie się obracać tylko w salonie, a nie wśród ludzi naszego pokroju. A więc, przyjmuję zakład. Drink z trzech szklanek z każdym z nich. A teraz do dzieła!
Ostatnie trzy zdania wypowiedział tak głośno, że musieli go słyszeć wszyscy podróżni. Każdy amerykanin i każdy westman zna znaczenie słowa „drink“, zwłaszcza gdy zostanie wypowiedziane tak głośno i groźnie, jak to tu miało miejsce. Dlatego oczy wszystkich zwróciły się na kornela. Widziano, że jest już na pół pijany tak, jak i jego towarzysze, a mimo to nikt nie odchodził, ponieważ każdy oczekiwał ciekawej sceny. Kornel kazał napełnić szklanki, wziął swoją do ręki, podszedł do czarnego i rzekł:
— Good day, sir! Chciałbym wam ofiarować tę szklankę brandy. Uważam was naturalnie za gentlemana, bo pijam tylko z ludźmi rzeczywiście szlachetnymi; spodziewam się, że wypróżnicie tę szklankę za moje zdrowie!
Broda zagadniętego zrazu rozszerzyła się, a potem ściągnęła, z czego można było wnosić, że przez twarz jego przebiegł uśmiech zadowolenia.