Strona:PL Karol May - Klasztor Della Barbara.djvu/145

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Chciał ująć ich ręce, ale Gerard oparł się.
— Dziękuję, sennor! Nic z tego nie będzie. Musicie dotrzymać słowa, któreście dali rzeczywistemu tajnemu radcy.
— On wcale nie istnieje.
— Samiście o nim opowiadali.
Pirnero zmieszał się. Po chwili jednak wpadł na następujący pomysł:
— Owszem, sam o tem mówiłem, ale tylko poto, aby was ukarać, sennor Gerard! Sądzicie, że byłem tak naiwny i nie wiedziałem, co się święci? Przejrzałem oddawna waszą słabość do Rezedilli, a nie wierzyłem wcale, że macie inną narzeczoną. Ponieważ opowiadaliście o narzeczonej tyle, za karę wymyśliłem bajkę o tajnym radcy. Teraz, gdyście wszystko wyznali, i ja się przyznam, żem bardzo kontent z przyszłego zięcia. Chcecie naprawdę wziąć moją dziewczynę?
— Z całego serca.
— A ty, Rezedillo, jesteś mu wzajemna? Chcesz go za męża?
— Tak — odparła Rezedilla, uśmiechając się przez łzy.
— Chodźcie, dzieci, niech was przycisnę do serca! Nareszcie mam zięcia, nareszcie! I w dodatku jakiego!
Uściskał ich gorąco. — —
Wieczorem, przy uroczyste] kolacji, Pirnero przyszedł nagle do wniosku, że należy wyprawić się w podróż poślubną. Zaproponował, aby pojechano do szwa-

143