Strona:PL Karol May - Klasztor Della Barbara.djvu/13

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Dziobem do przeznaczonego dla siebie przedziału. Po żegnanie z Wagnerem trwało krótko, było jednak bardzo serdeczne. Gdy pociąg ruszył, kapitan zdjął czapkę i zawołał:
— Szczęśliwej podróży, panie poruczniku! Proszę wracać ze wszystkimi przyjaciółmi. A tych szubrawców, tych łotrów niech pan zetrze w pył! —
Po dwóch godzinach przybyli do Lomalto. Nadzorca pociągu sam otworzył przedział. Przypomniawszy sobie słowa żołnierza, Kurt domyślił się, że ten sam konduktor przewiózł poszukiwaną trójkę. Zapytał więc prosto z mostu:
— Pan przywiózł poprzednim pociągiem z Veracruz trzy osoby cywilne?
Konduktor nie umiał się zdobyć na kłamstwo.
— Tak, monsieur, — odparł niepewnym tonem.
— Niech się pan nie obawia żadnych nieprzyjemności — uspokoił Kurt. — Chciałbym tylko wiedzieć, dokąd się ci ludzie udali.
— Do Meksyku. Jechali w moim przedziale i dowiadywali się dokładnie o stan drogi do Meksyku. Widziałem, jak wszyscy trzej wsiedli do dyliżansu pocztowego, który czekał na dworcu.
— Dziękuję.
Kurt dał mu napiwek. Konduktor, pragnąc wyrazić radość, że udało mu się tak szczęśliwie wykręcić, złożył głęboki ukłon i zaczął osobiście wyprowadzać konie.
Zakupiwszy nieco prowiantu, nasza trójka dosiadła koni i ruszyła galopem. Sępi Dziób, fachowiec w konnej jeździe, objął dowództwo.

11