Strona:PL Karol Dickens - Wielkie nadzieje Tom II.djvu/320

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nym, że znałem u niego jeszcze w czasach dzieciństwa niejedną dobrą stronę. Wogóle Magwicz był spokojny, nigdy i na nic się nie skarżył.
Kiedy otwarto sesyę sądową, pan Dżaggers podał prośbę o odłożenie sprawy Magwicza do następnej sesyi w nadziei, że ów nie dożyje tak długo. Odmówiono mu tego. Posiedzenie sądu zaczęło się a Magwicza przyniesiono do sali w krześle. Pozwolono mi stać za nim i trzymać go za rękę.
Śledztwo było krótkie i jasne. Wszystko, co można było powiedzieć na jego korzyść, powiedziano — zarówno i o tem, że w ostatnich czasach zaczął pracować, że żył porządnie i uczciwie. Ale w żaden sposób nie można było zaprzeczyć faktu, że wrócił do Anglii i stoi obecnie przed sędzią i przysięgłymi. Niepodobna było uznać go za niewinnego.
Karą za samowolny powrót do kraju, który go wydalił, była śmierć, a ponieważ okoliczności, towarzyszące jego schwytaniu, zwiększały tylko winę, należało mu się przygotować do śmierci.
Wciąż jeszcze miałem nadzieję, że umrze przed dniem, wyznaczonym do wykonania wyroku, ale obawiając się, by życie jego nie przedłużyło się, tej jeszcze nocy napisałem prośbę do ministra spraw wewnętrznych, przedstawiając to, co wiedziałem o przestępcy