Strona:PL Karol Dickens - Wielkie nadzieje Tom II.djvu/312

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dział, że jeśli będziesz z nami mieszkał, po naszym ślubie, usilnie będzie się starała uczynić cię szczęśliwym. Prosiła też, aby cię zapewnić, że przyjaciel jej męża jest i jej przyjacielem. Jakbyśmy to mogli żyć razem szczęśliwie Hendlu.
Podziękowałem i prosiłem, by podziękował Klarze, ale nie mogłem na razie przyjąć stanowczo jego miłej propozycyi. Bo po pierwsze zbyt byłem zajęty innemi myślami, aby poważnie się nad tem zastanowić; po drugie... tak, po drugie, jakiś smutny zamiar zaczynał budzić się w mej duszy, do którego powrócę przy końcu opowiadania.
— Ale, jeślibyś Herbercie mógł bez szkody dla waszego przedsiębiorstwa pozostawić tę kwestyę nierozstrzygniętą przez...
— Jak długo chcesz, przez pół roku, rok!
— Nie, nie na tak długo. Przez dwa lub trzy miesiące.
Herbert był zachwycony i rzekł, że obecnie może mi już odkryć, iż według wszelkiego prawdopodobieństwa wyjedzie w końcu tygodnia.
— A Klara? — spytałem.
— Biedna moja dusza. Póki ojciec żyje, nie porzuci go, ale to niedługo potrwa. Pani Wimpel mówiła mi w tajemnicy, że już nie na żarty umiera.
— Aby nie być nieludzkim, trzeba przy-