Strona:PL Karol Dickens - Wielkie nadzieje Tom II.djvu/256

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


gers, wziąwszy jej notatnik, skrzywił się cokolwiek, ale zaraz oddał Uemnikowi i polecił mu wystawić weksel dla mnie. Patrzyłem na Uemnika, póki tenże pisał; a Dżaggers tymczasem, kiwając się to na jedną to na drugą stronę, patrzył na mnie:
— Bardzo mi żal, Pipie, że te pieniądze nie dla ciebie.
— Pani Chewiszem była tak dobra, że spytała, czy może co dla mnie zrobić, ale odpowiedziałem, że nie.
— Każdy powienien troszczyć się przedewszystkiem o siebie, — rzekł Dżaggers. Ruch ust Uemnika jasno wskazywał jego ulubione wyrażenie: „ruchomy majątek“.
— Na twem miejscu nie powiedziałbym „nie“ — bo każdy człowiek dbać powinien przedewszystkiem o siebie.
— Każdy powinien się starać o zebranie ruchomego majątku — dodał Uemnik.
Ta chwila wydawała mi się najodpowiedniejszą do zaczęcia rozmowy, dla której właśnie przyszedłem. Dlatego, zwracając się do Dżaggersa, rzekłem:
— Poprosiłem jednak o coś pani Chewiszem. Poprosiłem, by mi opowiedziała wszystko, co wie o swej wychowanicy, a ona spełniła mą prośbę.
— Czyż?... No, jabym tego na jej miejscu nie zrobił; zresztą to jej interes, nie mój.