Strona:PL Karol Dickens - Wielkie nadzieje Tom II.djvu/255

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


książki i rachunki do gabinetu pana Dżaggersa i tam z nim pracował, jego zaś w biurze zastępował jeden z pisarzy. Widząc obcego za biurkiem Uemnika, domyśliłem się, że się odbywa sprawdzanie rachunków, ale byłem bardzo zadowolony, że będę rozmawiał z Dżaggersem przy Uemniku, bo w ten sposób sam będzie świadkiem, że nic nie powiedziałem, coby mogło go skompromitować. Wygląd mój z podwiązaną ręką i z surdutem, zarzuconym na ramiona, odpowiadał przedmiotowi mej wizyty.
Już wczoraj w nocy po przyjeździe do Londynu zawiadomiłem pana Dżaggersa o tem, co się stało, ale obecnie chciałem mu opowiedzieć szczegóły.
To dziwne zdarzenie uczyniło naszą rozmowę bardziej ożywioną i nie tak naciągniętą, jak zwykle. Przez cały ciąg mego opowiadania pan Dżaggers stał według swego zwyczaju przy kominku. Uemnik oparł się na poręczy krzesła i złożywszy ręce w kieszenie, patrzył mi prosto w oczy. Dziwaczne odlewy, tak nierozdzielne w mej wyobraźni z oficyalnemi wizytami u Dżaggersa, zdało się, słyszały szelest muchy.
Kiedy ukończyłem opowiadanie i dałem odpowiedź na parę pytań, uczynionych mi Przez Dżaggersa i Uemnika, przedłożyłem notatkę pani Chewiszem, uprawniającą mnie do podjęcia 500 funtów dla Herberta. Pan Dżag-