Strona:PL Karol Dickens - Wielkie nadzieje Tom II.djvu/240

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Jesteś w dobrych stosunkach z panem Dżaggersem?
— Tak, wczoraj jadłem u niego obiad..
— To jest kartka do niego, aby wypłacił ci pieniądze dla przyjaciela. W domu nie trzymam ich, ale jeśli chcesz, by pan Dżaggers nie wiedział nic o tej sprawie, przyślę ci sama pieniądze.
— Dziękuję pani, nie mam powodów kryć się przed nim.
Przeczytała mi treść polecenia; było jasne, proste i zupełnie usuwało ode mnie podejrzenie, że chcę przywłaszczyć sobie te pieniądze. Wziąłem z jej drżących rąk notatnik a ona, nie patrząc na mnie, podała mi ołówek.
— Imię moje jest napisane na pierwszej stronie, jeśli kiedykolwiek, choćby po mej śmierci, będziesz mógł dodać pod mojem nazwiskiem „przebaczam jej“, błagam cię, uczyń to.
— O! mogę to od razu wykonać. Sam popełniłem wiele przykrych pomyłek, a życie moje było dotychczas bezcelowe i nieproduktywne; zbyt wiele sam potrzebuję przebaczeń, abym miał być zawziętym.
Po raz pierwszy spojrzała prosto na mnie i ku największemu memu zdziwieniu i przestrachowi, padła na kolana u nóg moich, błagalnie wyciągając do mnie ręce. Widząc siwą staru-