Strona:PL Karol Dickens - Wielkie nadzieje Tom II.djvu/205

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Śledząc wyraz jego twarzy, zapomniałem o kiełbasce, która zapłonęła silnym ogniem i odwróciła uwagę Uemnika od rozmowy. Usprawiedliłem się a on mówił:
— Przez to, że znikła stamtąd i przepadła bez wieści. Z tego powodu wynikły różne przypuszczenia i teorye. Słyszałem nawet, że śledzą za panem w Garden-Korcie i prawdopodobnie będą śledzili nadal......
— Kto śledzi?
— Nie chcę rozwlekać się nad tem, to bowiem pociągnęłoby za sobą odpowiedzialność. Słyszałem to podobnie, jak wiele rzeczy innych w tem miejscu. Nie twierdzę stanowczo, że to pewne. Słyszałem tylko.
Mówiąc to, wziął mi z rąk widelec z kiełbaską, starannie ułożył na talerzyku całe śniadanie dla starca; zanim odniósł je, poszedł do pokoju ojca, zawiązał mu serwetkę pod brodę i pomógł usiąść. Potem ostrożnie ustawił przed nim śniadanie i rzekł:
— Wszystko w porządku, nieprawdaż?
— Tak, tak Janie, mój chłopcze! — odrzekł wesoły starzec.
— A czy ten nadzór nade mną — spytałem Uemnika, gdy wrócił — niema nic wspólnego z osobą, o którą chodzi?
Twarz Uemnika przybrała poważny wygląd.
— Nie mogę stanowczo tego orzec; a wła-