Strona:PL Karol Dickens - Wielkie nadzieje Tom II.djvu/197

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Schwyciłem się rękami za głowę, ale po chwili zapanowałem nad sobą, choć słowa te strasznie mnie przejęły. Gdym znów podniósł głowę, pani Chewiszem była podobną tak do widma, że pomimo własnej boleści, doznałem na jej widok wzruszenia.
— Estello, droga, kochana Estello, nie dozwól, by pani Chewiszem cię zmusiła. Porzuć mnie, wiem, że to zrobisz; ale obdarz sobą człowieka godniejszego, niż Drummel. Pani Chewiszem wydaje cię za niego, by poniżyć i dokuczyć wielu lepszym ludziom, ubóstwiającym cię. W liczbie tych jest jeden, co tak cię kocha, jak ja, choć nie tak długo. Wyjdź za niego, zniosę to dla twego szczęścia!
Moje gorące uczucie zdziwiło ją i prawdopodobnie wzbudziłoby współczucie dla mnie, gdyby mogła mnie zrozumieć.
— Wychodzę za niego. Robią już przygotowania do ślubu, który wkrótce nastąpi. Poco z wyrzutem wspominasz nazwisko swej opiekunki? To mój własny wybór.
— Twój własny wybór, oddanie się nicponiowi?
— Komuż się mam oddać? — uśmiechając się, rzekła. — Człowiekowi, który od razu pozna, że nie mam żadnych serdecznych dlań uczuć? Już postanowione. Zgodzimy się z mężem. Co się tyczy pani Chewiszem, to nie tylko nie skłaniała mnie do tego kroku, ale