Strona:PL Karol Dickens - Wielkie nadzieje Tom II.djvu/179

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


z ufryzowanymi włosami i z białą chusteczką do nosa, a jak nieszczęśliwie ja wyglądałem. Gdy zaczęło się posiedzenie i przesłuchiwano świadków, zmiarkowałem, jak ciężko świadczyły przeciw mnie poszlaki, jego zaledwie dotykające; zawsze występowałem na pierwszem miejscu i dlatego łatwo mogli mnie ukarać; zdawało się, że ja wszystko przedsiębrałem, zawsze odbierałem pieniądze i cały zysk. Gdy zaczął się wywód adwokata, odrazu rozpoznałem, o co chodzi. Adwokat Kompensona mówił: — „Milordowie! widzicie, że stoją tu dwaj ludzie, których oczy wasze mogą łatwo rozróżnić: jeden z nich młodszy, odebrał dobre wychowanie i należy z nim stosownie do tego poczynać; drugi starszy, bez żadnego wykształcenia i z nim należy zgodnie z jego właściwością postąpić. Młodszy mało, prawie wcale nie wmieszany do oszustw a przytem tylko podejrzany. Starszy był często pociągany za przestępstwa i zawsze okazywał się winnym. Czyż można wątpić, że tylko jeden zawinił, a jeśli obaj, to który z nich jest więcej winien? Kiedy zaś zaczęto opisywać nasze poprzednie życie, wywnioskowano, że przyjaciele i towarzysze Kompensona zajmowali różne stanowiska, że znano go jako członka różnych klubów i towarzystw a wszystko na jego korzyść. Mnie zaś sądzono już poprzednio i znano jako łotra. Gdyśmy mieli sami mówić, Kompenson