Strona:PL Karol Dickens - Wielkie nadzieje Tom II.djvu/163

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Bóg skarze na miejscu, jeśli pan cokolwiek zdradzi! Pocałuj ją!
— Uczyń to, o co prosi — rzekłem do Herberta a kiedy on spojrzał na mnie ze zdziwieniem i spełnił życzenie Prowisa, ten uścisnął mu rękę i rzekł:
— Teraz pamiętaj pan, na coś przysiągł. I jestem kłamcą, jeśli Pip nie zrobi pana dżentelmenem.






Rozdział XII.

Trudno opisywać uczucia, przepełniające nią duszę, oraz niemiłe położenie Herberta, gdym w obecności Prowisa odkrywał mu tajemnicę losu. Dość zaznaczyć, że me własne uczucia dokładnie odzwierciedlały się na twarzy Herberta, a między niemi górował wstręt do mego dobroczyńcy.
Wystarczał sam tryumf, z jakim śledził me opowiadanie, by wzbudzić nasz wstręt ku niemu. Prócz tego, że od chwili przybycia niejednokrotnie był ordynarny (o czem naturalnie uwiadomił Herberta po skończeniu mej powieści) nie mógł sobie w żaden sposób wyobrazić innych podstaw szczęścia. Chwalił się tem tylko, że zrobił ze mnie dżentelmena i dał mi środki do podtrzymania tej pozycyi; wywnioskował stąd, że obaj mamy się czem pochwalić i pochlubić.