Strona:PL Karol Dickens - Wielkie nadzieje Tom II.djvu/109

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Zanim minął tydzień, otrzymałem list od Uemnika. Uwiadamiał mnie, że zrobił już cokolwiek w naszej nieurzędowej sprawie i że rad byłby zobaczyć się ze mną w zamku, aby pomówić osobiście o interesie. Pojechałem do Uolwortu i potem nieraz jeździłem w tym samym celu, ale w Littel Britein, gdzieśmy się często spotykali, nie mówiliśmy o tem ani słowa. Cała sprawa polegała na tem, że znaleźliśmy uczciwego, młodego kupca, który poszukiwał dzielnego pomocnika z kapitałem i gotów był z czasem przyjąć go do spółki. Zawarłem z nim tajemną umowę, której przedmiotem był Herbert. Dałem na początek połowę swych pięciuset funtów i zobowiązałem się wypłacać umówione kwoty z dochodów a resztę dopłacić, gdy otrzymam do rozporządzenia majątek. Brat pani Skiffins przeprowadził układy a Uemnik wszystkiem kierował, choć niby się do nieczego nie mieszał.
Sprawa była tak zręcznie urządzona, że Herbert nie podejrzywał w niej mego udziału. Nigdy nie zapomnę jego rozradowanej twarzy, gdy pewnego wieczoru przyszedł do mnie z nowiną, że spotkał się z niejakim Klarrikerem (tak nazywał się młody kupiec), który go bardzo polubił; takiego to przypadku, jak sądził, długo oczekiwał. Z każdym dniem nadzieje jego coraz więcej się spełniały i prawdopodobnie zauważył, że równocześnie stawałem się