Strona:PL Karol Dickens - Wielkie nadzieje Tom II.djvu/094

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Jak wielkie pańskie wydatki — powtórzył, patrząc na sufit.
W ostatnich czasach tak często zajmowałem się sprawdzeniem rachunków, że zupełnie straciłem głowę i nie mogłem odpowiedzieć na to. Powtórzyłem to opiekunowi. Odpowiedź zdaje mi się, podobała mu się.
— Tak myślałem, — zauważył.
— No, mój drogi, ja zadałem jedno pytanie. Czy pan nie ma chęci zadać mi jakichś pytań?
— Naturalnie, radbym zadać nawet niejedno, ale pamiętam warunek.
— Zadaj jedno.
— Czy nie odkryje mi się dziś mój dobroczyńca?
— Nie. Zadaj drugie.
— Czy prędko wyjaśni się tajemnica?
— Zostaw to pytanie chwilę na boku i spytaj o co innego.
Pomyślałem. Pozostawała jeszcze tylko jedna wątpliwość.
— Czy otrzymam dziś cokolwiek?
Na to pytanie pan Dżaggers odpowiedział tryumfująco:
— Myślałem, że na tem się skończy!
Wezwał Uemnika i polecił mu podać sobie znany mi papier. Uemnik podał i zaraz odszedł.
— No, panie Pip, zechciej pan teraz posłu-