Strona:PL Karol Dickens - Cztery siostry.djvu/16

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


w nierównych odstępach zdobiły to pustkowie, należała do budowli najbardziej prymitywnych i koszlawych, jakie można sobie wyobrazić.
Okolice, przez które szedł nasz lekarz, nie odznaczały się wielką malowniczością i ich widok nietylko nie dodał mu otuchy, ale nawet spotęgował to uczucie niepokoju, jakiem napełniała go myśl o niezwykłym pacjencie. Droga, którą wypadało mu iść, oddalała się od głównej szosy, biegła poprzez bagniste wygony, poprzez krzywe uliczki, ślepe zaułki, przy których zrzadka można było napotkać jakąś starą, obdartą chałupinę, zaniedbaną, brudną, rozwalającą się w gruzy. Czasem przebiegało przez drogę wędrowca wynędzniałe drzewo, czasem błysnęła mu przed oczami kałuża stojącej wody, wezbrana deszczem, wzburzona wiatrem, zatruta wyziewami rynsztoków. Niekiedy zazieleniła się zboku plama uprawnego gruntu, a kilka spróchniałych desek, zbitych w budę i wyobrażających dom letniskowy, oraz stary parkan, załatany nieumiejętnie kołami, skradzionemi z płotu sąsiada, świadczyły aż nazbyt wyraźnie o ubóstwie mieszkańców i zarazem o wielkiej pogardzie, w jakiej mieli prawo własności. Raz nawet jakaś niechlujnie ubrana kobieta wyjrzała z drzwi zakopconego domu, aby wyrzucić do rynsztoku zawartość kuchennego naczynia i aby krzyknąć na dziewczynkę w wydeptanych trzewikach, która odszedłszy od chaty na kilka kroków, chwiała się i gięła pod ciężarem niesionego na rękach bladego dziecka, prawie tak wielkiego jak ona. Poza tem trudno było uchwycić jakiś znak życia w całej tej posępnej panoramie, jaka roztaczała się dokoła. Perspektywę wgłąb za-