Strona:PL Karol Dickens - Cztery siostry.djvu/142

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


śmierci niewiadomo jakim sposobem. Niestety! wypadki takie nazbyt są częste, aby trzeba było ich szukać z lampą w ręku; i niemal zawsze pochodzą z tego samego źródła — z pijaństwa — z szaleńczego umiłowania powolnej, niezawodnej trucizny — z namiętności, która zagłusza wszelki głos sumienia, która każe zapomnieć o żonie, o dzieciach przyjaciołach, szczęściu i obowiązku, która nieubłaganie pcha swą ofiarę ku wykolejeniu i śmierci.
Niektórzy ulegli temu zgubnemu nałogowi pod naciskiem nieszczęścia i niepowodzenia. Wspaniałe zamierzenia, które spełzły na niczem; śmierć ukochanych; żałość, która zżera stopniowo, ale nie pozwala sercu pęknąć: wszystkie te czynniki doprowadziły ich do szaleństwa. Są to okropne obrazy obłąkanych, powoli ginących z własnej ręki. Jednakże znaczna większość świadomie, z otwartemi oczami pogrążyła się w bagno, z którego nie wydostanie się ten, kto raz ugrzązł, ale będzie się osuwał coraz głębiej, coraz głębiej, aż zniknie na zawsze.
Właśnie jeden z takich ludzi stał przy łożu umierającej żony. Dokoła klęczały dzieci, a on zdławionemi wybuchami wściekłości mącił ich niewinne pacierze. Pokój był ciasny, sprzęty nędzne; i dość było rzucić okiem na bladą postać, z której oczu światło życia ulatywało na wieki, aby pojąć, jakie utrapienia, jakie troski i jakie nieszczęścia żarły jej serce przez długie, długie lata. Starsza kobieta, cała we łzach, podtrzymywała głowę umierającej — była to matka. Ale nie ku niej zwróciła się blada, wynędzniała twarz; nie jej ręki szukały zimne, drżące palce; zacisnęły się dokoła ramienia męża; gasnące oczy zatrzymywały się na jego rysach — i mężczy-