Strona:PL Karol Dickens - Cztery siostry.djvu/13

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


sprzeczności, które niełatwo dadzą się pogodzić ze zwykłym biegiem rzeczy. Człowiek, o którego chodzi, umiera w tej chwili, a mnie nie wolno go widzieć, jakkolwiek moja pomoc mogłaby być skuteczna. Twierdzi Pani, że nazajutrz będzie już za późno, pragnie Pani jednakże, abym się jutro pomimo to zjawił! Jeżeli jest on rzeczywiście tak Pani drogi, jak to wynika z Pani słów i całego zachowania się, dlaczegoż nie mamy go ratować? zanim — wskutek postępu choroby — stanie się to niemożliwe?
— Boże, nie opuszczaj mnie! — zawołała kobieta, zanosząc się od płaczu. — Chcę, aby obcy człowiek uwierzył w to, czemu sama ledwie daję wiarę? A więc odmawia mi Pan stanowczo jutrzejszej wizyty? — rzekła, powstając nagle z krzesła.
— Nie powiedziałem, że uchylam się od tego, co jest moim obowiązkiem — odparł chirurg — ale ostrzegam, że jeżeli będzie Pani obstawała przy tej dziwacznej zwłoce i pacjent umrze, na barki Pani spadnie straszliwa odpowiedzialność.
— Odpowiedzialność spadnie na kogo innego — z goryczą odrzekła nieznajoma. — Ta jej drobna cząstka, jaka przypada na mnie, nie jest ciężka: zniosę ją z radością.
— Ponieważ ja nie będę tu w żadnym razie winny, o ile przychylę się do Pani żądania, przeto proszę o adres, pod którym zjawię się jutro z rana. O której godzinie?
— O dziewiątej — odparła nieznajoma.
— Wybaczy mi Pani tę śmiałość. Chciałbym wiedzieć, czy chory znajduje się obecnie pod Pani opieką?