Strona:PL Karol Dickens - Cztery siostry.djvu/106

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


odgrywać w tym sklepie rolę mistrza etykiety; w białej, sztywno zawiązanej chustce na szyi wyglądał jak spacykowany „portret mężczyzny“ na wystawie w Somerset-house.
— Chciałabym zobaczyć jedwabie — rzekła pani Malderton.
— W tej chwileczce. Panie Smith! Gdzie jest pan Smith, do licha?
— Tu jestem, — zabrzmiał głos po drugiej stronie sklepu.
— Prędzej, panie Smith, — zawołał mistrz etykiety. — Tu przychodzi klient a pan sobie bujasz gdzieś na końcu świata.
Przynaglony do pośpiechu, pan Smith z nadspodziewaną zręcznością przeskoczył przez ladę i stanął przed klientami. Pani Malderton wyrzuciła stłumiony okrzyk; Teresa, która właśnie mówiła coś do siostry, odwróciła nagle głowę i ujrzała — Horacego Sparkins!
Na scenę, która nastąpiła, „zarzucimy zasłonę”, jak powiadają pisarze. Tajemniczy, filozoficzny, romantyczny, metafizyczny Sparkins — on, który dla pięknej Teresy był ucieleśnionym typem młodego księcia, poetycznym elegantem w błękitnym jedwabnym płaszczu, w pantoflach tegoż koloru, z tegoż materjału — jednym z tych, o których czytała i śniła ale których nie spodziewała się ujrzeć na własne oczy — ten rycerz, ten bohater zamienił się na Samuela Smith’a, subjekta w „taniej firmie“ — popychadło w sklepie ach! z jedwabnemi płaszczami, ach! z pantoflami — ale istniejącym dopiero od trzech tygodni. Majestatyczne wycofanie się bohatera z Oak Lodge’u jakie miało miejsce