Strona:PL Karol Dickens - Cztery siostry.djvu/104

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


przemiłego odkrycia, że ich głosy harmonizują ze sobą doskonale. Trzeba im oddać sprawiedliwość — wszyscy troje śpiewali partję pierwszego głosu; a Horacy jeżeli pominiemy tę nic nie znaczącą okoliczność, że nie posiadał słuchu, nie miał także zielonego pojęcia o muzyce. Pomimo to czas zeszedł rozkosznie. Było już dawno po dwunastej, kiedy Sparkins kazał wyprowadzić swego rumaka (bądźmy szczerzy: szkapsko). Zgodzono się wykonać ten rozkaz jedynie pod warunkiem, że powtórzy swą wizytę w następną niedzielę.
— A gdybyśmy tak mogli spotkać się z panem Sparkins jutro wieczorem? — zaproponowała pani M. — Mąż zamierza wziąć dziewczęta na pantominę. — Pan Sparkins skłonił się głęboko i przyrzekł przyłączyć się do towarzystwa w loży Nr. 48.
— Nie będziemy niepokoić pana w dzień — rzekła panna Teresa z uwodzicielską słodyczą, — ponieważ mama jedzie z nami po zakupy. — A wiem, że mężczyźni czują wstręt do tej czynności.
Pan Sparkins skłonił się ponownie i oświadczył, że poczytywałby to sobie za zaszczyt, gdyby wolno mu było towarzyszyć ale podczas dnia bywa zazwyczaj poważnie zajęty. Flamwell mrugnął na Maldertona. — To godziny studjów! — szepnął mu do ucha.
Następnego dnia o dwunastej w południe „powóz“ oczekiwał u wrót Qak-Lodge’u na panią Malderton i jej córki. Miały udać się do krewnych tam zjeść obiad i zrobić toaletę. Ale przedtem musiały załatwić szereg zakupów — w tym właśnie celu zabrały ze sobą puste pudła. Zapowiedziały znajomym i przyjaciółkom, że zwiedzą wielkie sklepy konfek-