Strona:PL Karol Baudelaire-Kwiaty grzechu.djvu/066

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Gdy słońce ucieka,
To zaraz obleka
Fjoletem i złotem błyszczącem
Gród, pola, kanały;
I oto świat cały
Usypia w tem świetle gorącem.

Tam zawsze ład, piękno, przepychy,
I rozkosz i spokój trwa cichy.






XXXII
WODOTRYSK.

Biedaczko, znużyłaś oczęta,
Więc ich nie podnoś, moja miła,
I leż niedbale wyciągnięta,
Tak, jak cię rozkosz zaskoczyła.
Wodotrysk szemrze śród podwórza
I dniem i nocą nie umilka,
On upojenie me przedłuża,
Jakie wieczorna dała chwilka.

Woda snopem tryska,
Jak kwiatów tysiące,