Strona:PL Julian Ejsmond - W słońcu.djvu/060

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.



VII.

W błękitnozłotym świcie średniowiecza
imię się moje jako piorun krwawi...
Świat przeraziłem widmem mego miecza
ja, dziki wiking zimnej Skandynawji...

Łódź moja, szybka jak północna mewa,
pożera lotem spienione przestworze...
Złocista zbroja słońca blask zaćmiewa,
a serce moje dumne jest jak morze...

Jak sęp spadałem na spokojne brzegi.
W lęku pierzchały nieprzyjaciół bandy...
Ludy topniały jak wiosenne śniegi!
Sto miast wycięły w pień moje Normandy!!

A gdy mi zbrzydły zwycięstwa i mordy,
gdy krwią spłynęła moja zbroja złota, —
do zimnych krajów, nad liljowe fjordy
ku tobie gnała mię moja tęsknota...