Strona:PL Julian Ejsmond - W słońcu.djvu/055

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


II.

Pamiętasz? Jako rozhukane wody —
czas mijał w pędzie swoim rozszalały.
Zakuły ziemię całą zimne lody,
a świat iskrzący był i śnieżnobiały...

Umarły kwiaty... Zwierz wyginął w borze,
wymarł odyniec i pierzchliwa łania...
Mróz zabił ptaki w lazurów przestworze,
lecz nie zamroził naszego kochania...

Co dzień chodziłem z oszczepem na foki.
Łowiłem ryby w zielonej zatoce...
A kiedy zmierzch już zapadał głęboki,
ogień mi dom mój wskazywał w pomroce.

Wracałem w owem trzaskającem zimnie
napół przytomny, zamarznięcia bliski,
aż młode ciało twe poczułem przy mnie...
aż rozpaliły mię twoje uściski...