Strona:PL Julian Ejsmond - W słońcu.djvu/054

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.



MIŁOŚĆ WIECZNA

Żonie ukochanej poświęcam.


I.

Pamiętasz? W skalnej mieszkaliśmy grocie
dzicy i pełni pierwotnej pogody...
Łożem nam były zielone paprocie
i mchy — pokarmem zaś leśne jagody...

Wkrąg otaczała nas puszcza bezkreśna.
Nocą od ryku trzęsły się jaskinie —
Szalała w mrokach krwawa orgja leśna
i śmierć czaiła się w każdej gęstwinie...

Wieczorem, gdy już zachodziło słońce,
wracałem z łowów łupem obciążony —
Odprowadzały mię ślepia jarzące
aż tam, gdzie płonął ognia kwiat czerwony...

Złoci od jasnej ogniska pozłoty
rwaliśmy w strzępy krwawy kadłub łani,
a potem szliśmy szaleć w głębi groty
syci i ciepłą jeszcze krwią pijani...