Strona:PL Julian Ejsmond - W słońcu.djvu/031

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


W złote upalne południe ma w sobie błękit i słońce.
W dzień ciemny i ponury
czarne i groźne chmury.
Ale w największe żary niesie tchnienie rzeźwości kojące
kwiatom, ptakom i drzewom,
zapachom, szumom i śpiewom.

I w leśnych kwiatów woni i w leśnego ptaka piosence
i w szumie leśnego drzewa
radość jej zawsze śpiewa, —
i trwa, chociaż ptak zginie, a kwiat zerwą przechodniów ręce,
choć drwal idący borem
szumne drzewo zwali toporem...

Inny ptak będzie śpiewał, inne drzewa będą szumiały
i w innych kwiatów woni
jej srebrny śpiew zadzwoni...
Wierna struga odbija w swym ciasnym strumyku świat cały
i rzeźwość daje radośnie
wszystkiemu, co nad nią rośnie...